RECENZJE

piszcie, Wasze recenzje zamieścimy

Kolejna recenzja

O książce
Recenzje
Fragmenty
Zdjęcia

Zamówienia

Powrót do str.gł.

 

 

Książkę czyta się z wielką przyjemnością. Pisana jest swobodnym językiem i zaskakuje niezwykłym talentem do tworzenia adekwatnych do znaczenia neologizmów. Językowo jest super. Jest w niej coś z... Gombrowicza.

 

Maria Brodzikowska

V rok pedagogiki resocjalizacyjnej w Krakowie

 

 

 

Czytałem ją do trzeciej w nocy. Do końca. Od początku. Na raz. Genialna. Pierwszy raz tak podobała mi się polska książka współczesna.

 

Zenon Greń

prawnik, Kraków

 

 

 

Książkę przeczytałem jednym tchem, w jedno popołudnie, kiedy tylko stałem się jej posiadaczem. Kochaina czyta się świetnie. Po prostu nie mogłem przestać. Uważam, że książka jest b. dobrze napisana - stylem specyficznym, ciekawym i rozpoznawalnym. To z pewnością rzecz autobiograficzna, albo pół-autobiograficzna, narrator (autor więc, jak się domyślam) przegląda się w opowieści, niczym w lustrze. To, co przeżywa jest zrelacjonowane b. autentycznie i mocno, co – sądzę – dość trudno byłoby wymyślić. Chciałbym może, by postać Doni (Soni) była nieco bardziej wyrazista, by czytelnik poczuł w sposób bardziej namacalny powód, dla którego Aron zupełnie dla niej oszalał, choć domyślam się, że jej osoba to w gruncie rzeczy rodzaj metafory samego narkotyku, która - by być nośna i adekwatna – musi się budować z tajemnicy pewnych niedopowiedzeń, męki i przemożnego uzależnienia – a trzeba przyznać, że tak to w powieści właśnie jest.

Książka bardzo dobra. Serio.

 

Jacek Korzeniewski

Warszawa

 

 

 

Przeczytałem Kochainę od przodu i od końca, w wreszcie sporo od środka. Zrobiła na mnie duże wrażenie. Polecam tę książkę jako rzecz nie tylko poetycką – wręcz w warstwie językowej poemat o niebywałej zupełnie miłości. Całe błoto życie jest tu w tajemniczy sposób uwznioślone. Świetny styl. Gorący klimat.

 

Bohdan Drozdowski

Poeta, tłumacz. Warszawa

 

 

 

Tytuł — na wagę złota. Powieśc o miłości i jej braku w świecie narkotyków, alkoholu, przekrętów, ambicji, metafizyki, satanizmu, religijności, czasem dobroci; no, w naszym świecie. Mało?

 

ANABO (Anna Bojarska)

Warszawa-Paryż

 

 

 

Kochaina to podróż w głąb siebie, tak głęboka i dobólowo szczera, że rzadko kto ma odwagę wybrać się w coś takiego, pisząc przy tym „ja”. W iście kamedulskim literacko klimacie opowiada o głębokim uzależnieniu, nie tylko fizycznym, nie tylko od drugiego człowieka, ale... od wszystkiego niejako. Od miłości tak niemożliwej, że aż jedynej. To literatura sięgająca w głęboko ukrywane sfery emocjonalne każdego wrażliwego człowieka. To literackie mięcho...

 

Dorota Podgórska

29 lat, polonista, Kraków

 

 

 

Powieść wciągająca i fascynująca, przeczytałam ją tzw. jednym ciągiem, nie mogąc się od niej oderwać. W jakiś sposób bliska i zrozumiała, wciąż mnie zaskakiwała. Aż do samego końca.

 

Justyna Czernik

36 lat, uzależniona, Łódź

 

 

 

Czyta się świetnie, a dowiedzieć można się z tej książki bardzo wiele. Moja córka jest narkomanką, ma 23 lata i piekło za sobą. Teraz walczy dzielnie o swoje nowe życie. Dzięki tej lekturze mogę ja lepiej zrozumieć... chyba i więcej pomóc. Miałam wrażenie, sądząc po języku, ale nie tylko, że autor jest rówieśnikiem mojej córki. Polecam tę lekturę wszystkim matkom w mojej sytuacji.

 

Majka Magdziarz

Żywiec

 

 

 

Powiedzieć, że jestem narkomanką to w tym miejscu za mało. Jestem jedną z bohaterek tej książki. Odnalazłam się w szoku. To wszystko jest tak prawdziwe, głęboko prawdziwe, cudownie i magicznie pokazane. To jest dla mnie, co powiedziałam już zresztą Jędrkowi, mistrzostwo. A czytam bardzo, bardzo dużo i prawie wszystko... nigdy nie przeczytałam tak wnikliwej książki o narkomani. A jednocześnie tak ciekawej, wciągającej... zniewalającej. Ktoś, kto nigdy nie ćpał i nie chce tego robić, NIECH PRZECZYTA KOCHAINĘ, A ZAPEWNIEAM, ŻE POCZUJE PRAWDZIWY SMAK NARKOTYKU. TO WYJĄTKOWA OKAZJA BY PRZEŻYĆ TO COŚ W MIARĘ BEZPIECZNIE. Jest to spisana prawie doskonale krystaliczna narkomania. To książka dla mnie magiczna. Aż niemożliwe, a jednak prawdziwe, że napisano ją na trzeźwo. Oby Jędrek do końca życia ćpał już tylko pisanie książek. To... cudowne odnaleźć się w tak dobrej książce

 

Malina (Celina Ekiert)

Bolesławiec
 

 

 

Będąc jeszcze w ośrodku Monaru czytałyśmy - najpierw w nocy, po kryjomu, nie mając tak zwanych uprawnień do sięgania po tak „niebezpieczną” literaturę. Kiedy już można to było robić oficjalnie, chroniąc jednak komputerowy wydruk przed kolejnymi „niedojrzałymi” pacjentami, obie często wracałyśmy do wielu obszernych fragmentów tekstu, a niektóre słowa i powiedzenia, nawet sytuacje, jak choćby owa „Helska Plaża”, czy „zawir” weszły do naszego prywatnego slangu.

Nie chcemy dzisiaj tego oceniać, ale pragniemy powiedzieć, że ta książka towarzyszyła naszemu zdrowieniu, dodawała nam odwagi, w stawaniu w coraz to trudniejszej prawdzie o sobie samym, inspirowała nasze odkrycia... spraw być może oczywistych, przez to najtrudniejszych do nazwania. wielu naszych kolegów i koleżanek miało to w ręku i wiemy, że wiele osób przeżyło to samo. Wiele osób chciało i chce dowiedzieć się dalszych losach bohaterów książki. Ta książka dla nich „żyje”. Wtedy, w „tych” czasach ten komputerowy wydruk podkreślał szczególny charakter tej naszej podziemnej bibuły. Dzisiaj, w wydaniu książkowym zachwycają się nią nasze matki, które to wszystko widziały i razem z nami przeżywały...

 

Iza i Magda

Wrocław

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

powrót do str. głównej ksiazki