2

O książce
Recenzje
Fragmenty
Zdjęcia

Zamówienia

Życiorys

Powrót do str.gł.

 

 

* * *

 

naga w tobie jestem
i widzisz wszystko
spowiedniku surowy

a nie pośrednikiem
lecz adresatem jesteś
próśb moich

i o win odpuszczenie
przez wstawiennictwo twoje
ciebie
właśnie proszę

czynię tak
aby ten który wybaczy
nie brał mnie skłamanej
zgubionej w zakamarkach niepewności
lecz czystą
w białej sukni wybaczenia
miał mnie

ty
abyś mnie
taką miał

tego proszę

 

 

 

inicjacja devirginatio

 

chciej tego
albo nie chciej

to takie łatwe
jedno i drugie
jak owada bycie lub niebycie

oberwanie guzika
jak w upalne lato
chmury oberwanie

niebieskie oczęta
jedwabiste
jedwabie

od samej siebie
w
duszną
noc
ciała
zejście

 

 

 

* * *

 

w świecie który nadal jest
nieistnienie moje
cicho
się
uprawomocnia

śnisz każdy nasz pocałunek z osobna
i słowa nasze
gdy już policzone

włosy moje śnisz
kiedy już nie moje
lecz
śnieniem twoim
wywyższone
z Bogiem rozmawiają czule

 

 

 

* * *

 

mam
zdjąć przed tobą suknie?
i piersi ciężkie
oddać twoim mądrym dłoniom?
czy
stać się owadem
i
oddawać się byle komu
owadzica owadowi
na liściu
w wodzie
byle gdzie
a ciebie mieć jak Boga
ponad i daleko
i płakać nocą żeś Kim Innym
i błagać
chociaż zaciągnij mnie pod mikroskop
przepatrz
i w szkiełku okularu
surowo
ukarz za niewierność

 

 

 

* * *

 

dlaczego
kiedy stoisz naga
niewinność otula cię
jak dzwon święty
dlaczego nie widać
że byłaś cudza
dlaczego nie jesteś jak dom
pełen śladów dawnych bytności
portrety na ścianach
zapisana kartka na kredensie
dywan poplamiony
dlaczego kłamie twoje ciało
jak kwiat
niczyjość obiecując słodką
i dlaczego
kocham to kłamstwo
jak
kulistą prawdziwość wszechświata

 

 

 

uwiedzenie

 

słowa
uśmiechy
palce

cukierek z papierka
a z ubrania ją

wierność
cnota

jak w skarbonce
moneta w myśli już wydana

 

 

 

* * *

 

rano
ciepły smakołyk piersi
spływa w geometrię stanika

to nie gruczołów delikatna dwoistość
lecz
dzienne sprawy
wymagają wsparcia
tramwaj
ulica
i biała pochyłość powietrza

dzień
niesie piersi w staniku ku tkliwej nieskończoności wieczoru

 

 

 

podróż

 

twój samolot

twój Rzym
między starożytnością a barokiem

twoja torebka
między dłonią a biodrem

tańce
toasty
twój hotel

i przecież
twój powrót
samolot
twoje ciało w nim
i zaraz
w moich dłoniach

to samo na czułej wadze miłości?

 

 

 

* * *

 

leniwy ptak
mówi ci: śpij
nieruchomy w słodkim syropie powietrza
i nieruchome dłonie modlących się
tak
umarłeś
i mieszkasz w zastygłym odłamku tlenu
w szafce kolekcjonera

 

 

 

* * *

 

któż to utonął
w
menzurce
słoju
w szklance
kto wskoczył głową w dół
do oswojonej małej wody

czy lżej mu tam
niż na dnie oceanu
gdzie depresja
w mroku
nigdy nie oddziela się od ciała

 

 

 

* * *

 

zwany umarłym
idzie
i
nie wie

na krótko
czy na wieczność to imię

zrywa kwiat
wie
to
myosotis
niezapominajka

 

 

 

Przejażdżka po perspektywie

 

wolant już zaprzężony
para oczu
i zbieżność

horyzont i chmura

u furtki
spostrzegawczość
i przedpołudnie
w pogawędce sąsiedzkiej

tak mało
a błoga pewność
że niczego nie brak

geometria - służebnica boża
powiewa chusteczką na pożegnanie

 


 
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

powrót do str. głównej ksiazki