JAN KOTT - TRUDNA PAMIĘĆ

O książce
Recenzje
Fragmenty
Zdjęcia: 1 | 2
Role i życiorys teatralny
Zamówienia

Powrót do str.gł.

 

Niezwykła książka. Już parę miesięcy, jak pisał mi Żuk Opalski, że czytał rozdziały tej książki i że jest wstrząsająca. Żuk ma słuch absolutny, ale skłonny jest do entuzjazmów i mu nie zawierzyłem. Ale to książki naprawdę niezwykła, gdyby to była powieść, byłaby jeszcze niezwyklejsza i może nawet jedną z najpełniejszych i najśmielszych współczesnych dziejów miłości. Ale ponieważ nie jest to powieść, „Król Lear nie żyje” jest relacją bezwstydną.

Bezwstydną nie z powodu relacji z nocy, choć było ich wiele, ale z partnerstwa, nie lubię lego słowa, ze współuczestnictwa w życiu największego, jak pisze Bojarska, współczesnego aktora. A czym jest tutaj „życie”, jeśli nie obecnością, nieprzerwaną i wyniszczającą obecnością wszystkich ról, które Łomnicki odegrał, odgrywał i jeszcze chciał odegrać: obecnością już w porannej kawie, jeżeli był na nią czas, i o północy, kiedy nie zdążył jeszcze zmyć z siebie odegranej roli, a już wchodziła w niego następna, i żeby tylko jedna. Nie był to związek łatwy, Bojarska nie chciała być tylko „żoną” wielkiego Łomnickiego, wielokrotnie nazywa siebie w tej książce „byłą narzeczoną”. Rektor szkoły teatralnej, którego Bojarska była studentką, jest partyjnym rektorem, członkiem KC za Gierka, który zatrzymuje wyścig pokoju, żeby mógł przejechać autem i zdążyć na próbę.

Opowieść miłosna jest powieścią polityczną, a przecież to nie fikcja, żona aktora jest żoną dygnitarza który władny jest sprowadzić koparki, żeby wyrównały scenę budowy teatru na Woli. Partyjny rektor jest partyjnym dyrektorem, Łomnicki dostaje talon na samochód w tych dziejach polskiego dygnitarstwa, ale jego teatr robotniczy jest od początku niszczony od góry i bojkotowany od dołu. Nie znam polskiej książki, w której dygnitarstwo, któremu przecież nie można się oprzeć, ukazane jest bezlitośnie w swoich blaskach i nędzach, jak w blaskach i nędzach balzakowskiej kurtyzany. Słowo „komuch” nie było jeszcze wtedy chyba powszechne, Bojarska była długo żoną „komucha”. Łomnicki wystąpił z partii, kiedy nastał stan wojenny.

Tym „komuchem” jest król Lear, który na scenie poznańskiej umrze na próbie generalnej. Król Lear umiera już od pierwszych stron tej książki. I od pierwszych stron jest obecny Peter Brook, kiedy zobaczył Łomnickiego w „Ostatniej taśmie Krappa”, powiedział, że czeka na niego Król Lear. Długo czekał. Największy polski aktor przez wiele lat nie mógł znaleźć teatru, w którym mógłby zagrać Leara. Ta tułaczka i upokorzenia były także dla Łomnickiego własnym królem Learem. Może jaszcze bardziej był sobą niż w tylu innych rolach; z Learem się utożsamiał, albo może jeszcze inaczej: Lear Łomnickiego zatruwał. Była to nie tylko tragedia, na nowo współczesna, o rozpadzie świata, ale o wygnaniu, którego doświadczał i które wzbierało w nim jak powoli działając trugizna,

Na tej generalnej próbie Bojarska siedziała w ostatnim rzędzie na pustej widowni. Kiedy weszła za kulisy, Łomnicki już nie żył. Wszystko nagle stało się już na zawsze historią: „Więc jakieś życie świta przede mną. Dalej, łapmy je, pędźmy za nim, biegiem, biegiem!” Wszystko stało się nagle symboliczne. Ostatnie słowa wypowiedziane na scenie przez Łomnickiego były królewskim darem Szekspira dla największego z jego aktorów. Śmiertelnym darem Króla Leara.

Tygodnik Powszechny 8.01.1995


zobacz powiekszenie
 
 
 

 

powrót do str. ogólnej recenzji