Sen
Wiktora. Wiktor śpi sam w pokoju, drugie łóżko jest puste. W
jego ręce kartka papieru.
Jerzy siedzi obok, w fotelu. Nad nimi projektor wyświetla
czarno-biały obraz filmowy ukazujący las nocą i norę
zwierzęcia w porozrzucanych ujęciach, nakręconych jakby w
biegu. Jerzy podchodzi do Wiktora i zabiera mu kartkę. Wraca
na fotel i czyta monotonnie, nie za głośno, powoli.
Fragmenty oznaczone kursywą czyta szybciej.
W pokojach Bach budzi wszystkich na śniadanie
Jego Pasja jest prawdziwym zmartwychwstaniem.
A w lesie wściekły lis samicę rozrywa
Jego pasja nie mniej wydaje się żywa.
W pokojach urządzono gry i
zabawy
Ktoś skrzętnie usuwa srebrzone zastawy.
Tymczasem lis do potomstwa się dobiera
Chwyta zębami ich mięso i rozdziera.
Dziewczynka chodzi budyniem
pobrudzona
Pora deseru to pora wymarzona.
Lis w krwi swojego
gatunku obryzgany
Tarza się i ślini wściekle opętany.
Gdy trwają rozmowy, inni grają w kości
Święcąc czas wieczornej wspaniałomyślności.
W lesie, tuż przy dworku, zwierzę krwią znęcone
Wgryza się w siebie, chorobą wycieńczone.
Nie ma zaś w człowieku ani
jednej blizny
Lisiego okrucieństwa, lisiej wścieklizny
Lecz to, co w tych pokojach nieraz się działo
Pomysłem wściekłego serca być musiało.
Ostatnie Słowo, Akt II, Scena 6, Str.74-75